Wieczór wybitnych kameralistów

BMF Piano Trio koncert w MSHM (9)

30 sierpnia w oranżerii naszego Muzeum wystąpił BMF Piano Trio – utytułowany zespół, uznany za jeden z najciekawszych w swojej generacji, mający na swoim koncie zwycięstwa w międzynarodowych konkursach kameralnych jak: International Chamber Music Competition w Salonikach (2010) oraz St Martin’s Chamber Music Competition pod patronatem Sir Neville’a Marrinera w Londynie (2011). Obecnie przygotowuje się m.in. do reprezentowania Polski w międzynarodowym konkursie ARD w Monachium.

Na uwagę zasługuje cały program wieczoru. Obecnie widoczne jest pewne odejście od programów przemyślanych, mających swoją rytmikę, budowanie nastroju, chęć przekazania przez wykonawców czegoś więcej niż prostej przyjemności muzycznej. Na wielu koncertach królują utwory zgrane do nieprzytomności i można by przypuszczać, że wystarczy do jednego worka wrzucić kilka największych nazwisk oraz najpopularniejszych kompozycji, by otrzymać receptę na sukces. Otóż nie. Repertuar wieczoru należy przemyśleć, poznać go, wsłuchać się w każdą partię instrumentu, porozumieć się (także bez słów) z pozostałymi muzykami, by stworzyć koncert niezapomniany. Tak też postąpili artyści z BMF Piano Trio, przygotowując  spójny, ale nie pozbawiony charakteru wieczór muzyczny.

Już piękne i wyraziste otwarcie Triem fortepianowym E-dur Haydna uzmysłowiło słuchaczom, że nie będzie to przeciętny koncert. Doskonałe wykonania kolejnych części ukazały w pełnym świetle wielkie talenty muzyków, jak również ich ogromną wrażliwość oraz umiejętność słuchania siebie nawzajem. W drugiej części koncertu królował Mozart i jego Trio fortepianowe C-dur KV 528. Także w tej części dało się zauważyć nie tyle wspólne „zgranie” artystów, co ich zdolność rozgrywania partii utworów na podobnym poziomie emocjonalnym, przy jednoczesnym zachowaniu własnej osobowości.  Z tego też względu trudno wskazać, który z muzyków wyróżniał się szczególnie podczas całego koncertu. Skupiony Michał Szałach grający na skrzypcach, pełen pasji Bartłomiej Wezner przy fortepianie czy Filip Syska, dokonujący rzeczy niezwykłych w partiach wiolonczeli? Każdy świetny moment indywidualny wynikał z doskonałego, świadomego partnerowania kolegów.  Koncert zamykał trzyczęściowy Duch Beethovena. W granych z pasją dźwiękach wyraźnie słychać było burzliwą osobowość genialnego kompozytora.

Nic dziwnego, że po tak dobranym i wykonanym koncercie pruszkowscy melomani nie chcieli wypuścić muzyków bez muzycznej pointy. Jak wiemy bisy rządzą się swoimi prawami. Znika wcześniejsze napięcie, a niepisane zasady etykiety ulegają rozluźnieniu – to właśnie koncertowe pointy świadczą często o tym jaką więź nawiązał zespół z publicznością. Finałowe wykonanie Scherza Brahmsa przeszło najśmielsze oczekiwania. Momentami karkołomne, pełne pasji, balansujące na granicy brawury – ryzykowne, a przez to… genialne! Dzieło tak zagrane godne jest największych sal koncertowych. To niezwykle wyróżniające móc usłyszeć taką muzykę w niewielkiej pruszkowskiej oranżerii, leżącej zdawać by się mogło poza głównymi szlakami Filharmonii. Piątkowy wieczór pokazał jednak, że serce kameralistyki bije właśnie w takich miejscach. Niedużych, klimatycznych przestrzeniach, rozedrganych dźwiękiem i czystą, ludzką miłością do muzyki – jej grania, jej słuchania, jej ulotnego istnienia.

Szukajmy BMF Piano Trio na przyszłych plakatach, trzymajmy kciuki, by młodzi artyści odnaleźli swoje miejsce na firmamencie nie tylko polskiej, ale przede wszystkim światowej muzyki. Jeżeli na początku swojej kariery potrafią tak mądrze słuchać siebie nawzajem, a jednocześnie z pełnym szacunkiem odnosić się do utworu, nie gubiąc przy tym osobowości kompozytora, gwiazdy powinny im sprzyjać.

budreauwaneta sniffen@mailxu.com gelino@mailxu.com